Malezja

W trakcie długiej podróży trzeba chyba przywyknąć do tego, że plany ulegają zmianie, często z dnia na dzień. Tak było i z naszą ideą jazdy motocyklem po Azji Południowo-Wschodniej. Założyliśmy sobie przejazd przez Birmę, północną Tajlandię, Laos, Wietnam i Kambodżę jednak w żadnym z tych krajów nie byliśmy. No dobra, nasze motocykle nie były, bo nam się udało zobaczyć kawałek Tajlandii. 🙂 Problemem było pozwolenie na przejazd przez Tajlandię, o które pewna pani w pewnej agencji po prostu zapomniała zaaplikować. Nie złamało to jednak w nas ducha, a nasze motocykle miały pierwszą wycieczkę samolotem.

Kuala Lumpur było naszym pierwszym miastem w regionie. Tutaj wylądowaliśmy o 4 nad ranem i po krótkiej drzemce na lotnisku pojechaliśmy na cargo, odebrać nasze maszyny.

Kuala Lumpur by night

Pierwsze wrażenie było szokiem. Po drogowym chaosie w Indiach i Nepalu, tutaj objawiły nam się autostrady jak w Europie, tylko bez tych palm w tle. Pierwsze zetknięcie z ludźmi to same uśmiechy i chęć bezinteresownej pomocy, które z resztą towarzyszyły nam przez całą resztę naszego czasu w Malezji.  Motocykle poskładane w całość mogły przemieścić się do garażu Sylwii i Pawła, którzy zgodzili się je przechować przez 3 tygodnie (Dzięki!!! 🙂 ). Tak, potrzebowaliśmy już wakacji. 🙂

Plan był prosty. Jedziemy na wyspę, gdzie następuje festiwal lenistwa i nic nie robienia, aż nam się znudzi miejsce, a później zmieniamy wyspę i zaczynamy to samo od początku.

Nr 1 na naszej liście plaż

Okazało się, że po 4 miesiącach ciągłego przemieszczania się, trzy dni to maksymalny czas, jaki mogliśmy spędzić w jednym miejscu, a codzienne lenistwo było urozmaicane przez bieganie, długodystansowe spacery w japonkach czy wakeboarding. Zdarzyło nam się też dwa razy zdradzić nasze DR’ki ze skuterami, co jak każda zdrada, miało swoje konsekwencje później. 🙂

Zamieniliśmy nasze motocykle na 125 cc w automacie

Te trzy tygodnie, w trakcie których odwiedziliśmy Langkawi, kilka tajskich wysp i Bangkok dały nam dużo energii na dalszą część wyjazdu. Zapomnieliśmy o wszystkich (no dobra, o prawie wszystkich) nieprzyjemnościach z Indii i naprawdę zatęskniliśmy za wolnością poruszania się własnymi motocyklami.

Po powrocie do Kuala Lumpur nasze motocykle chyba już wiedziały, że gdy one stały w garażu my się całkiem nieźle bawiliśmy, więc postanowiły pokazać swoje niezadowolenie poprzez niechęć do palenia. Udało się je udobruchać dopiero po kuracji SPA dla ich gaźników. 🙂 Jako, że od długiego czasu nie mieliśmy okazji do biwakowania, pierwsza noc poza KL miała być pod namiotem. Siedząc w samolocie i szukając na mapie odpowiedniego miejsca, wyjrzałem przez okno i ku mojemu zdziwieniu, miejsce z mapy było dokładnie poniżej nas i do tego wyglądało na zdatne do osiedlenia się. Okazało się jednak, że to była dopiero przystawka, a Malezja (szczególnie jej wschodnie wybrzeże) to wyborny kąsek dla tych, którzy lubią słyszeć szum fal, gdy zasypiają w hamaku lub namiocie rozbitym na środku pięknej plaży.

Kolejny nocleg na plaży

Inną charakterystyczną cechą Malezji jest jej ogromna przychylność jednośladom i ich kierowcom. Gdy w Polsce część opłat za autostrady jest taka sama dla aut i jednośladów, tutaj oprócz braku opłat, zastały nas specjalne pasy, którymi mogliśmy ominąć często zakorkowane budki poboru opłat. Do tego pod każdym mostem czy wiaduktem jest specjalnie oznaczone miejsce, gdzie można przeczekać deszcz, a jeśli na długim odcinku drogi nie ma wiaduktu to są w tym celu zbudowane wiaty.

Schronienie dla motocyklistów w razie deszczu

Naprawdę nie potrzeba dużo, by coś takiego wprowadzić w życie, a dusza każdego motocyklisty uśmiecha się szeroko.

Uwielbiam azjatycką kuchnię, więc wręcz nie mogłem się doczekać, aby jej spróbować na miejscu. Do tego spotkałem się wcześniej z opiniami, że jedzenie w Malezji jest być może najlepsze w całej Azji. Miało tak być dlatego, że za sprawą mieszkańców kraju, spotykają i wzajemnie przenikają się tutaj trzy kuchnie: malajska, chińska i hinduska. Pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne, ze świeżym kokosem i potrawami podanymi na liściu bananowca. Wszystko to jednak zostało pobite przez wieczorne targi ze straganami sprzedającymi świeżo przygotowane potrawy.

...

Dalej robię się głodny, gdy tylko pomyślę o tych słodko pikantnych kulkach z ciasta kokosowego, z krewetką w środku czy fantastycznych ostrygach w jajku lub kiełkach i makaronie. Bardzo przyjemny jest też fakt, iż ceny tych delikatesów na wspomnianych targach żywieniowych są wyjątkowo niskie. Niejednokrotnie wracaliśmy bardzo najedzeni, spróbowawszy kilku różnych potraw i ubożsi tylko o jakieś 15 zł.

Otak otak - mniaaaam

Do Malezji naprawdę warto przyjechać, choćby tylko dla tych pyszności. 🙂

Następnym wyzwaniem była organizacja transportu motocykli na Sumatrę. Odległość wydaje się minimalna, maksymalnie kilkadziesiąt kilometrów przez cieśninę Malakka, a nie ma żadnego promu, który zabierałby pojazdy. Były kiedyś, ale wobec wszechobecnych w Azji tanich lotów, zostały zlikwidowane. Na szczęście z pomocą takim jak my przychodzi pan Lim i jego cebulowy statek. 🙂 Nasze motocykle wylądowały na pokładzie obok worków z warzywami i ponownie mieliśmy 5 dni wolnego, co się świetnie złożyło z odwiedzinami Ani, której niemalże połowa bagażu była wypełniona zamówionymi przez nas drobiazgami.

Świętujemy na plaży

W tym miejscu podziękowania należą się też Tomkowi z 21brothers, który błyskawicznie wykonał i dostarczył mocowania do naszych sakw, które zostały nam zniszczone w Darjeeling.

Teraz już jesteśmy na Sumatrze i cieszymy się Azją w innym wydaniu, ale Malezja to kraj, który z całego serca mogę polecić. Chyba każdy jest tu w stanie coś dla siebie znaleźć. Ktoś zmęczony Indiami czy Indonezją znajdzie spokój i ukojenie, ale trafiając tu prosto z Europy można się poczuć całkiem azjatycko i właśnie od Malezji zacząć odkrywanie innych regionów. Poza tym jakikolwiek inny powód by tu przyjechać przyjdzie Wam do głowy, na pewno będzie on wystarczająco dobry by to zrobić i zjeść te cudowne kokosowe kulki…lub duriana, jeśli wasze nosy są odpowiednio odporne 😉

Durian - lokalny król owoców

Film z Malezji do zobaczenia w dziale video, a więcej zdjęć w galerii.

4 Responses

  • Czytam jednym tchem wasze wpisy
    Choć w ten sposób moge zwiedzać świat
    Jestem na bierzaco bo jak niema wpisu to informacje mam od Sylwi Ż
    W Nowym Roku 2017 nowych wyzwań i jak najmniej kłopotów
    Kibicuje Wam sercem

    • Hej, dzięki i Tobie też najlepszego w 2017. Cieszymy się bardzo, że nasze piśmiennictwo jest czytane 😉
      Częstsze informacje sa na naszym facebooku feeltheworld.pl, bo na stronie to z reguły podsumowanie danego kraju.
      Pozdrawiamy
      Ania i Michal

  • Piśmiennictwo jest czytane a jakże. Pomimo że jestem po 30 w zeszłym roku zrobiłem prawo jazdy A. Załapałem tą chorobę która się nazywa moto, a tacy „szaleni” ludzie jak Wy są moją inspiracją. Podziwiam i gratuluje odwagi, życzę kolejnych kilometrów bezpiecznej podróży. Może jestem dziwny ale nie mam facebooka – proszę o częstsze wpisy na stronie, dzień zaczynam od sprawdzenia czy nie ma aktualizacji z Waszej wyprawy i nie mogę się doczekać kolejnych relacji. pozdr.AC

    • Uważaj, bo moto wciąga i potem ciężko żyć bez 🙂
      Już niedługo kolejny wpis powinien się pojawić. Trochę naszło nas noworoczne lenistwo 😉
      Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *