Pakistan

Staram się nie ulegać wpływowi mediów i nie budować swojego obrazu świata na ich przekazie. Czasami jednak nie jest to najprostsze, gdy po prostu brakuje innych informacji, na których można by oprzeć swoje postrzeganie danego miejsca. Dlatego też gdzieś z tyłu głowy miałem te wszystkie zamachy, eksplozje i inne echa wojny w Afganistanie. Zanim wyjechaliśmy, w domu przed ekranem komputera najprostszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem wydawało się być ustawienie najkrótszej trasy przez Pakistan i przejechanie go w maksymalnie tydzień. Jedynym punktem, który tak na prawdę chcieliśmy jeszcze zobaczyć była słynna Karakorum Highway. Okazało się, że w Pakistanie spędziliśmy 3 tygodnie pełne kontrastów, fantastycznych spotkań i dzikich górskich krajobrazów.

Formalności na granicy irańsko-pakistańskiej trwały zadziwiająco krótko i chwilę później znaleźliśmy się na komisariacie, jednak tylko po to, by spędzić tam noc i rano ruszyć w trasę do Kwety. 🙂
Pierwszy nocleg na posterunku w gabinecie szefa
Bliskość granicy z Afganistanem sprawia, że każdy turysta podróżujący własnym pojazdem dostaje policyjną eskortę. Droga podzielona jest na dwa etapy, od granicy do Dalbandine oraz dalej do Kwety. Jest to odcinek o długości ponad 600 km biegnący przez pustynię. Piasek niesiony silnym wiatrem, spaliny ciężarówek oraz aut eskorty, a także surowość krajobrazu sprawiają, że długo nie da się tego doświadczenia zapomnieć.

Lokalne ciężarówki

Wspomniana wcześniej eskorta była tematem długich debat podczas naszego pobytu w Pakistanie. Odbywa się to tak: odcinki o długości kilkudziesięciu kilometrów pokonuje się za pojazdem, który wiezie uzbrojonych (zazwyczaj AK47 z jednym magazynkiem) policjantów. Pojazdy te to zazwyczaj stare pick upy Toyoty, choć zdarzają się i auta osobowe oraz motorowery o pojemności 70 cm3. Bardzo rzadko zdarza się, by któryś z pojazdów utrzymywał komfortową dla nas prędkość, czyli około 90 km/h. Do tego zdarza się, że auto ma awarię bądź nie ma go na posterunku i trzeba na nie poczekać. To wszystko sprawia, że 300 km generalnie asfaltowej drogi pokonywaliśmy w 9h, co w normalnych warunkach nie mogłoby mieć miejsca.

Raptor 53 :)

O ile obecność eskorty na odcinku bezpośrednio przylegającym do granicy z Afganistanem jest łatwa do zrozumienia, o tyle to co działo się w innych częściach kraju nie jest już dla mnie tak oczywiste. Moim zdaniem rząd Pakistanu tak bardzo stara się o odbudowanie dobrego wizerunku w światowych mediach, że poszedł w tych staraniach trochę zbyt daleko, traktując każdego turystę poruszającego się po kraju jak małe dziecko, którego trzeba pilnować by nie zrobiło sobie krzywdy.

W drodze po pozwolenia na dalszą podróż

I nie wiem czy ta krzywda miałaby pochodzić od rzekomych terrorystów, chaotycznego ruchu ulicznego czy też możliwości wyboru hotelu po cenach rynkowych. W pewnym momencie nasza frustracja sięgała zenitu i objawiała się odkręcaniem manetki gazu i zostawianiem eskorty daleko z tyłu. Wiem, że nie było to fair wobec ludzi, którzy dostali takie, a nie inne rozkazy ale w lejącym się z nieba żarze było to jedyną opcją na odzyskanie swobody podróżowania, która przecież jest esencją tego wyjazdu.

Nasza eskorta

Pierwszym miejscem, w którym mogliśmy się oficjalnie swobodnie poruszać był Islamabad. Miasto jest całkiem inne niż reszta kraju. Dużo bardziej uporządkowane, zielone i z ruchem ulicznym, który nie przyprawia o ból głowy. Do tego gościna u Sakiny sprawiła, że czuliśmy się tam niemal jak w domu. Potwierdza to nasz powrót do Islamabadu, wracając z pętli po górach, kiedy to sami otworzyliśmy sobie bramę i zameldowaliśmy się w przytulnych wnętrzach domu pod nieobecność jego właścicielki. 🙂 Do tego wieczorne rozpieszczanie francuskim winem, ciekawym towarzystwem i rozmowami do rana…wizyta w Islamabadzie była bardzo relaksującym doświadczeniem. Była dla mnie swoistym SPA dla ciała i duszy w kraju, w którym wcześniej tego nie doświadczyłem.

Sakina była naszym przewodnikiem po Islamabadzie

Pakistan pod kątem kulinarnym był dla nas różnoraki. Pierwszy tydzień i podróż przez biedniejsze regiony kraju nie dostarczała nam wielu doznań kulinarnych. Podstawą diety jest kurczak, za którym nigdy nie przepadałem. Po tygodniu “zajadania się” nim w różnych formach obiecałem sobie, że nie zjem go już nigdy w życiu. Na szczęście chwilę później objawiło się mango. Próbowałem mango w Polsce i było dobre ale to, jak smakuje ten owoc w Pakistanie jest nie do opisania. Ludzie tutaj są szczególnie dumni ze swych mango i nie jest to uczucie bezpodstawne. Mango jedliśmy do śniadania i kolacji, a często też stanowiło ono jedyny ich składnik. Doszliśmy nawet do takiej wprawy, że udawało nam się nie ubrudzić po łokcie przy konsumpcji. 🙂

Nasze śniadanie właśnie się robi ;)

Pakistan to też pierwszy alkohol, po długiej przerwie. Whisky lokalnej produkcji w smaku przypominało benzynę, ale po 3 tygodniowym okresie postu w Iranie sprawiło nam nie lada przyjemność. Alkohol w Pakistanie jest dostępny, ale tylko w wyznaczonych punktach, które są zlokalizowane bardzo rzadko. Nocując w Murree, górskim kurorcie, przypominającym trochę nasze Zakopane (choć z dziesięciokrotnie większą ilością turystów) po piwo trzeba było się udać do ufortyfikowanego hotelu 40 km dalej. Cóż, byliśmy wyposzczeni więc i ten dystans nie był aż tak straszny. 🙂

Następnym przystankiem na naszej drodze było słynne Karakorum Highway. Dla mnie jeden z motocyklowych punktów obowiązkowych na mapie świata. Miejsce, które znałem z licznych relacji z motocyklowych wyjazdów, Ani natomiast kojarzyło się z licznymi polskimi ekspedycjami wysokogórskimi, między innymi na Nanga Parbat.

Widok na Nangę podczas śniadania

Góra ta po raz pierwszy zdobyta zimą została dopiero w tym roku przez Simone Moro. W ciągu lat polskie ekspedycje próbowały to zrobić tyle razy, że nie pozostało to bez zauważenia przez stronę pakistańską i informacja o tym widnieje na tablicy informacyjnej przy KKH. Jazda pomiędzy ośnieżonymi szczytami sięgającymi 7 czy 8 tys. m.n.pm. to doznanie niemalże mistyczne. Do tego widoczne z wielu miejsc jęzory lodowców dopełniają wrażenia.

FeelTheWorld @ Karakorum Highway

Niestety nie było nam dane sprawdzić chińskiej części KKH, ale dotarliśmy aż do samej granicy na przełęczy Kunjarab. Obydwoje mieliśmy podobne odczucia. Największe wrażenie robi wysokość bo granica znajduje się na 4700 m.n.p.m., natomiast widoki nie powalają, oczywiście w porównaniu do reszty KKH.

Sesja zdjęciowa na granicy z Chinami

Drogę powrotną do Islamabadu obraliśmy poprzez przełęcz Shandur i miasto Chitral. Dystans większy, ale tereny o znacznie mniejszym zasięgu turystycznym obiecywały dużo. Droga, począwszy od Gilgit jest dużo bardziej wąska i w trochę gorszym stanie jednak widoki wynagradzają niedogodności. Dużym zaskoczeniem był odcinek 140 km, gdzie asfalt został zamieniony na kamienie, głazy i otoczaki. Droga, mimo, że wyjątkowo piękna, cicha i spokojna, jest dosyć wymagająca i warto na nią zabrać więcej prowiantu niż paczka ciastek. Po takim odcinku jazdy na stojąco spaliśmy naprawdę głębokim snem. 🙂

Kto ma pierszeństwo

Spotkaliśmy się też ze zjawiskiem, które w regionie ma miejsce dosyć często czyli osuwiska ziemi i skał niszczące drogę. My na szczęście trafiliśmy na moment, w którym koparka już kończyła pracę i po prawie dwóch godzinach oczekiwania byliśmy jednymi z pierwszych testujących jakość i nośność nowej drogi. 🙂

Osuwisko

Ciekawym doświadczeniem była też samotna jazda po pakistańskich drogach. W moim odczuciu dzielą się one na dwie kategorie: autostrady i wszystkie inne. Pierwsze są drogami na prawdę bardzo dobrej jakości, porównywalnej do tych w Europie. Na całej długości 3 pasy ruchu w jedną stronę, ogrodzenia i brak chaosu spowodowany zakazem poruszania się…motocykli. Tak, zakaz jest skierowany w jednoślady i tuk-tuki, które w Pakistanie mają zazwyczaj pomiędzy 70, a 150 cm3, ale nas dotyczył jakby rykoszetem. Na nic zdawały się tłumaczenia, że nasze motocykle mają większą pojemność i jazda 100 km/h nie stanowi dla nich problemu. Policja autostradowa w Pakistanie ma opinię jednostki elitarnej i nie ulegającej pokusie łapówek, więc my próbowaliśmy różnych wersji tłumaczenia się: “nie wiedzieliśmy”, “wjechaliśmy na autostradę dopiero poprzednim wjazdem”, “ale dlaczego???”. Można powiedzieć, że nawet nam się udawało ale do momentu, aż wracając z Islamabadu w kierunku Lahore zatrzymał nas ten sam policjant, który wysłuchiwał naszych tłumaczeń tydzień temu. 🙂 Tutaj nie udało się już nic wskórać i dostaliśmy skromny mandat…z resztą nie ostatni tego dnia. Można zadać pytanie dlaczego nie jechaliśmy drogami lokalnymi, narażając się na dyskusję z policja co 60-70 km. Otóż próbowaliśmy, ale po krótkiej chwili woleliśmy potraktować ewentualne mandaty jako opłatę za przejazd. Na tych drogach, zwanych GT road, dzieją się sceny wręcz dantejskie. Główni aktorzy to motorowery, tuktuki, wozy ciągnięte przez osły, ciężarówki jadące nie szybciej niż 30 km/h oraz pojazdy absolutnie nadrzędne czyli autobusy dalekobieżne, często z ludźmi na dachach.

Ilość osób na dachu robi wrażenie

Te ostatnie jadą około 120 km/h i ostrzegają o tym fakcie ciągłym trąbieniem i mruganiem światłami, a cała reszta uczestników ruchu w popłochu ucieka na boki. Do tego dochodzą jeszcze dziury w nawierzchni skrzętnie omijane przez wszystkich oraz zwielokrotnienie efektu całości poprzez przejazd przez liczne tereny zabudowane. O tak, jazda GT road w Pakistanie to doświadczenie ekstremalne, uczące utrzymywania koncentracji na bardzo wysokim poziomie przez bardzo długi czas.

Ostatnim punktem na mapie Pakistanu było Lahore. Po okupionym mandatami dojeździe autostradą czekał nas…król korków drogowych w Pakistanie. Na głównej ulicy miasta odbywała się demonstracja, a nasz hostel znajdował się po jej przeciwległej stronie. Wszystkie przejazdy były zablokowane przez policję przy pomocy ciężarówek z naczepami zaparkowanych w poprzek drogi. Samodzielne próby znalezienia przejazdu okazały się fiaskiem i pomimo ogromnej pomocy przypadkowo spotkanego człowieka (dzięki raz jeszcze Muhammad 🙂 ), dojazd na miejsce czyli na drugą stronę ulicy zajął nam jakieś 2h. Następnego dnia motocykle dostały nowy olej oraz filtry, niestety poszukiwania odpowiedniego rozmiaru i rodzaju opon nie zakończyły się sukcesem, pomimo dużej pomocy lokalnego środowiska motocyklowego. Cała reszta naszego pobytu w Lahore stała pod znakiem doskonałego towarzystwa. Doud i Hadi pokazali nam miasto z różnych stron, ale w szczególności pamiętać będziemy stronę kulinarną.

Nasi przyjaciele z Lahore

Godziny spędzone na pełnych humoru rozmowach o Pakistanie, jego kulturze i ludziach oraz ich postrzeganiu przez świat były dla nas bardzo interesującym doświadczeniem. To wszystko okraszone fantastycznym jedzeniem, z którego Lahore słynie sprawiło, że te 3 dni w wyjątkowy sposób zakończyły naszą przygodę z Pakistanem.

Z perspektywy czasu spędzonego w Pakistanie uważam, że to kraj zdecydowanie wart zachodu. Z jednej strony nie jest to miejsce łatwe do podróżowania, z policją chcącą prowadzić turystę za rękę do “bezpiecznych” miejsc. Do tego powszechne pozwolenia na wjazd/wyjazd czy zwiedzanie oraz wszechobecna, rzucająca się w oczy broń w rękach każdego ochroniarza, czy to bankomatu, czy guest house’u, jest czymś, do czego europejskie, nieprzyzwyczajone do tego widoku oko musi nawyknąć. Z drugiej strony są fantastyczne góry, genialne owoce i najważniejsze, niesamowici ludzie. Otwartość, szczerość, nawet w trudnych często tematach, dotyczących własnej mentalności, sprawiają, że takie spotkania się pamięta. Do tego powalająca gościnność, która nie patrzy na zegarek czy w ceny menu. Tutaj bycie gościem można odczuć w taki sposób, jakiego nie znamy w Europie. Na szczęście też możemy z tego doświadczenia dużo wynieść i jeśli uda nam się choć odrobinę tej gościnności przywieźć i kultywować w domu to będzie to niewątpliwie zasługa Pakistanu.

Sławy ciąg dalszy :)

Więcej zdjęć w galerii oraz relacja filmowa w dziale video.

One Response

  • Cześć,
    Jestem właśnie w Iranie i kieruje się w stronę Pakistanu. Powiedzcie jaki budżet mieliście na Pakistan, jak często są stacje benzynowe u ile kosztują hotele w których byliście zmuszeni spać?
    Pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *