Rosyjski Kaukaz, Gruzja, Azerbejdżan i odrobina szczęścia

Kaukaz po rosyjskiej stronie był dla nas dużym zaskoczeniem. Ogrom piękna jaki dostarczają te góry nie jest zakłócony tłumem turystów, autami terenowymi, które wożą ich tam i z powrotem czy straganami sprzedającymi lokalne wyroby z metką „made in china”. Pogoda w prawdzie nas nie rozpieszczała, ale przejazd przez dolinę Chegem był wyjątkowym doznaniem nawet w strugach lejącego deszczu.

Dolina Chegem - trochę padało

Dobre wspomnienia mamy również z Czeczenii. Bardzo byliśmy ciekawi Groznego. Miasto było przecież doszczętnie zburzone przez ostrzał artyleryjski oraz bombardowania z powietrza. Teraz śladów niedawnej wojny nie widać. Centrum miasta to kilka wysokich budynków, jeden z większych w regionie meczetów -Serce Czeczenii. Wszystko kolorowo podświetlone – dla nas kicz, dla kogoś może stylowa dekoracja.

Grozny by night

Nie przekonał nas też brak ludzi w centrum. To wyludnienie oraz ogromna liczba policjantów, żołnierzy czy ochroniarzy, gdzie każdy jest uzbrojony w długą broń, sprawia, że strach jest odczuwalny. Jednak to nie my się boimy będąc tutaj. To strach władz w Moskwie, które mają świadomość kruchości spokoju w Czeczenii.

Podjechaliśmy pod granicę rosyjsko-gruzińską bez większej nadziei jej przekroczenia. Chcieliśmy tak na prawdę spróbować przedłużyć rosyjską wizę Ani gdyż w dwóch urzędach imigracyjnych powiedziano nam, że mamy jeszcze kilka dni więc spokojnie zdążymy wrócić do Polski i nie ma powodu by w takim razie ją przedłużyć. Na granicy kolejka aut, pierwszy napotkany mundurowy w dużej czapce mówi, że granica jest zamknięta. Po kilku minutach rozmowy wśród czekających zrobiło się poruszenie i po godzinie bylismy w Gruzji. Granica była zamknięta z powodu zerwania odcinka drogi przez wody schodzące z gór od 23.06 i została otwarta 07.07, dokładnie w chwili, gdy do niej podjechaliśmy. Nie spodziewaliśmy się takiego rozwiązania, ale odrobina szczęścia jest chyba w podróżowaniu niezbędna. 🙂

Gruzja nie była dla nas nowością, gdyż 2 lata temu dosyć dokładnie udało nam się ją zwiedzić. Zaskoczyły nas natomiast konie, które przed 6 rano postanowiły pobawić się sznurkami naszego namiotu. 🙂 O tutejszej kuchni napisano już wszystko i dla nas również pozostaje w czołówce kulinarnej odwiedzonych krajów. Warta przejechania jest również droga przez step z miejscowości Udabno (niedaleko David Gareji) do Signagi. Kluczowe znaczenie ma tam nawigacja, gdyż odnóg dróg jest mnóstwo, a most na rzece Iori tylko jeden.

Trzej amigos w drodze

W Gruzji spotkaliśmy się z Mateuszem, którego poznaliśmy na szkoleniu w Stajni Motocyklowej w Warszawie. Mateusz jedzie sam w góry Pamiru. Ma 3.5 miesiąca wolnego, co jak nam opowiedział, wśród lekarzy nie jest często spotykane ale dla niego zdecydowanie ważniejsze od kolekcjonowania banknotów jest zbieranie przeżyć. Czuliśmy, że nadajemy na tych samych falach więc żałowaliśmy, że musieliśmy się rozstać tak szybko, choć nasze drogi miały się jeszcze raz spotkać.

Do Azerbejdżanu wjeżdżać nie planowaliśmy. Sytuacja z zamkniętą granicą sprawiła, że w ramach planu B wyrobiliśmy wizy i postanowiliśmy zobaczyć jak wygląda kraj, który większą część swych dochodów opiera na handlu ropą i gazem.

Takie obrazki w Azerbejdzanie widać wszędzie

W naszym odczuciu Azerbejdżan dzieli się na Baku i całą resztę kraju. Stolica jest…ciężko dobrać odpowiednie słowa. Z jednej strony wygląda trochę jak europejskie stolice ale z drugiej jest od nich znacznie bardziej zadbana i zdecydowanie czystsza. Po niedawnym Grand Prix Formuły 1 asfalt w centrum miasta jest gładszy niż jedwab.

Flame towers - nocą oswietlane kolorami ognia

Ludzie tłumnie spędzają czas w restauracjach, parkach czy na bulwarach. Miasto tętni życiem, ale największe wrażenie robi nocą. Wszechobecne iluminacje, ze spektaklem świateł na górujących nad miastem Flame Towers, sprawiają, że ciężko zatrzymać wzrok w jednym miejscu. Gdyby nie wizy turystyczne (koszt ok 65 USD) to miasto byłoby idealnym miejscem na weekendowy wypad. Wizz Air już to wie i ma Baku w siatce swoich połączeń. 🙂 Cała reszta kraju już takiego wrażenia nie robi. Jest pustynnie, słońce sprawia, że kolory są wyblakłe jednak nie zmienia się życzliwość ludzi. Nasze i Mateusza (udało nam się tutaj jeszcze trochę wspólnie pojeździć) ograniczone zdolności w komunikacji po rosyjsku wystarczają aby być w stanie zjeść plov czy wypić zimną okroszkę. Ostatnią wspólną noc w Azerbejdżanie zdecydowaliśmy się spędzić nad Morzem Kaspijskim i zrelaksować się przed trudami przekraczania granicy dnia następnego.

...

Była to też ostatnia okazja, by wznieść toast winem gdyż przez dłuższą chwilę teraz się go nie spodziewamy. 🙂

Ostatnie wino :(

Teraz jesteśmy już w Iranie. Wiemy, że te kilka dni tutaj to jednak zbyt mało by móc opisać nasze wrażenia więc Iran zostawiamy sobie na kolejną odsłonę.

Parę dodatkowych zdjęć z Rosji możecie znaleźć tutaj.

Zdjęcia z Gruzji i Azerbejdżanu tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *